Teraz jesteśmy bohaterami! Z drugiej strony, Ostrawa to remis dla Legii Warszawa.

Mimo że mieliśmy do czynienia ze wczesną rundą i lipcowym wieczorem, w Ostrawie obejrzeliśmy mecz godny co najmniej fazy ligowej europejskich pucharów. Było dużo zwrotów akcji, całkiem niezła intensywność, ale również błędów dodających dramaturgii. Z polskiego punktu widzenia najważniejsze, że z oddechem ulgi na końcu, a nawet dwoma. Jean-Pierre Nsame przypomniał sobie, że umie strzelać w gole w najlepszym możliwym momencie, dzięki czemu Legia zremisowała z Banikiem Ostrawa 2:2 i awans do trzeciej rundy kwalifikacji Ligi Europy rozstrzygnie się w Warszawie. Przed spotkaniem fani Legii zwrócili uwagę na obecność w składzie Kacpra Chodyny czy Jana Ziółkowskiego. Brakowało Wahana Biczachczjana oraz Radovana Pankova, a ze względów zdrowotnych wciąż z ławki rezerwowych poczynania kolegów obserwował Claude Goncalves. Rafał Augustyniak zaliczył słodko-gorzki występ, podobnie jak wielu jego kolegów. Banik ostrzeliwał słupek i poprzeczkę, a Legia nie potrafiła wykorzystać kilku innych dogodnych sytuacji. Remis wydaje się sprawiedliwym wynikiem, choć zdecydowanie nie został osiągnięty po bezbarwnej grze.

Już początek spotkania pokazał legionistom, że w rywalizacji z trzecią drużyną poprzedniego sezonu ligi czeskiej trzeba będzie sprężyć się mocniej niż przeciwko Aktobe. Już w… 26. sekundzie Wojskowych po strzale Erika Prekopa uratowała poprzeczka. Goście próbowali się otrząsnąć, natomiast to napędziło wspieranych dopingiem około 15 tysięcy kibiców gospodarzy. Efekt? Dość szybko po indywidualnej akcji Matej Sin wysłał wykonującego wślizg Augustyniaka na truskawki, przełożył sobie piłkę do lewej nogi i pokonał wychodzącego Kacpra Tobiasza. 21-latek potwierdził nieprzeciętny talent oraz możliwości, które zwróciły uwagę chociażby skautów AZ Alkmaar. Niedługo potem w ekipie Banika doszło do zmiany spowodowanej kontuzją i na boisku pojawił się przebojowy skrzydłowy Ewerton, a więc najskuteczniejszy strzelec drużyny z Ostrawy w poprzednim sezonie. Wydawało się więc, że to może tylko zwiększyć kłopoty Legii, ale właśnie wtedy drużyna Iordanescu zaczynała brać się do pracy.

Be the first to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.


*